W ostatnich latach modne stało się krytykowanie szkoły. W Internecie łatwo natknąć się na filmiki, w których samozwańczy eksperci (i nie tylko) przekonują: "szkoła nie przygotowuje do życia". Padają zarzuty, że uczniowie uczą się "niepotrzebnych rzeczy", zamiast tego, co przyda im się w dorosłym życiu. Brzmi efektownie, ale czy to prawda?
Dwa niedoceniane przedmioty
Jeśli spojrzymy uważniej, zobaczymy, że wiele przedmiotów szkolnych to właśnie praktyczna edukacja życiowa. W tym wpisie przyjrzyjmy się szczególnie dwóm z nich:
Biznes i zarządzanie – na lekcjach uczniowie uczą się nie tylko teorii, ale i realnych kompetencji ekonomicznych: planowania budżetu, rozumienia podatków, podstaw przedsiębiorczości. To przecież klucz do świadomego poruszania się w świecie finansów i pracy. To na tych zajęciach uczeń dowie się jak inwestować i oszczędzać pieniądze (również na emeryturę), a także jak prowadzić działalność gospodarczą.
Wiedza o społeczeństwie (WOS) – to w praktyce kurs podstawowych kompetencji obywatelskich: konstytucja, prawa obywatelskie, system polityczny, relacje z urzędami. Trudno o bardziej „życiową” wiedzę, jeśli myślimy o naszej roli obywatela w systemie demokratycznym.
Dlaczego tego nie doceniamy?
Problemem nie jest brak treści w szkole, tylko brak PR-u i odpowiedniej narracji, która trafi do szerokiej grupy odbiorców. Uczniowie często nie wiedzą, po co dane lekcje istnieją – nie słyszą o tym, że przerabiają właśnie podstawy finansów osobistych czy praw obywatelskich. Uczniowie powinni usłyszeć wyjaśnienie: "hej, to co teraz robisz, to jest właśnie nauka zarządzania finansami" albo "to co teraz omawiamy przyda ci się, gdy będziesz głosować czy pisać wniosek do urzędu". Zamiast tego łatwo dają się przekonać filmikowi, w którym ktoś w 30 sekund wbija szkole szpilę.
Gdyby o edukacji mówiło się językiem codzienności, łatwiej byłoby zobaczyć jej wartość. Zamiast powtarzać slogany z Internetu, spójrzmy realnie na to, co daje. To nie jest idealny system – ale jeśli ktoś mówi, że w szkole "nie ma nic życiowego" to po prostu mija się z prawdą.
Co mogłoby się zmienić?
Więcej przykładów z życia – zamiast mówić o podatkach i firmie w teorii, można symulować zakładanie firmy albo planowanie wakacyjnego budżetu. Warto też wykorzystać narzędzie firmy REVAS - symulacje biznesowe, które ja bardzo często stosuję na lekcjach biznesu i zarządzania.
Nowoczesna komunikacja – szkoła potrzebuje narracji, która pokaże uczniom, że to czego się uczą, przyda im się w dorosłym życiu.
Współpraca z mediami i ekspertami – zamiast pozwalać, by TikTok kształtował opinię o szkole, edukacja sama powinna być obecna w tych kanałach.
Nowy PR dla szkoły
Niezbędne jest jednak wzmocnienie komunikacji i promocji edukacji, aby uczniowie mogli świadomie doceniać wartość zdobywanej wiedzy. Szkoła uczy wielu rzeczy, które są fundamentem dorosłego życia – od finansów po obywatelskie obowiązki. Problem nie leży w braku treści, ale w tym, że szkoła nie umie o sobie opowiadać. A w świecie mediów społecznościowych, gdzie wygrywa ten, kto ma lepszy przekaz, edukacja potrzebuje własnego PR-u.